piątek, 28 lutego 2014

ROZDZIAŁ 13

Z początku informacja od autorki. To co za chwilę zrobię zapewne Was zdziwi, so... przepraszam, że robię coś takiego, ale albo to albo blog prawdopodobnie przestałby istnieć. No sorry, ale nie lubię pisać o czasach szkolnych. Powiem tylko, że trochę się zmieni. (Carolina, ciii... :3)Wiem, że było przedstawienie, ale uznajmy, że odbyło się ono bez Violetty, podczas jej depresji xD To będzie wyglądało bardziej jak epilog, ale po prostu mała zmiana, jednak historia ta sama. Wiem, strasznie krótki...  Nie przedłużam.

~,~

                                                                     *kilka lat później* 

     Odkąd przyjaciele ze StudiaOnBeat skończyli naukę w szkole minęło kilka lat. Przez ten czas dużo zdążyło się zmienić. Nawet bardzo.  Wszyscy mają teraz po 21 lat. Młoda aktorka Violetta Castillo była w szczęśliwym związku z Leonem Verdasem. Kto by pomyślał, że po kilkuletniej nauce w szkole muzycznej oboje pójdą w stronę aktorstwa? Tak jakoś wyszło. Leon i Violetta postanowili zapomnieć o nieszczęśliwej przeszłości i teraz żyją razem w towarzystwie swoim i najbliższych. 
     Francesca Cauviglia postanowiła, że chcę mieć swoje własne, prywatne życie i nie chce być sławną osobą, która musi się pilnować, ponieważ na każdym kroku czai się paparazzi. Nastolatka planuję jednak założyć szczęśliwą rodzinę z Marco. Tak... Marco Tavelli, którego jeszcze za czasów szkolnych nienawidziła teraz jest jej narzeczonym. Są bardzo szczęśliwą parą, a już niedługo złożą przed ołtarzem wyznają sobie, że będą razem dopóki śmierć ich nie rozłączy.
     Ludmiła Pasquarelli jest w szczęśliwym związku małżeńskim z Federico. Mieszkają razem w przytulnym domu w Buenos-Aires. Oni jako jedyni postanowili, że chcą powiązać swoje życie z muzyką. Nie są jakoś bardzo znani, jednak z własnego wyboru. Muzyka jest dla nich przyjemnością a nie obowiązkiem. 
     Alice, siostra Violetty, natomiast uznała, że Diego jest dla niej kimś więcej niż przyjacielem. Po jakimś czasie zostali razem. Diego także przyznał, że coś czuje do siostry jej młodej przyjaciółki.
    Kto by pomyślał, że ich losy potoczą się tak, a nie inaczej? Wszyscy porozjeżdżali się po świecie. Nasza Leonetta zamieszkała w Los Angeles, natomiast Marco z Francescą, przeprowadzili się do ojczystego kraju dziewczyny, czym były Włochy. Zamieszkali w Mediolanie. Natomiast Dielice (Diego i Alice xD) także zamieszkała w Stanach Zjednoczonych w domku zaraz obok Castillo i Verdasa. Violetta i Francesca uznały, że ich spór nie ma najmniejszego sensu i aktualnie wszyscy się przyjaźnią. 





czwartek, 27 lutego 2014

Przeprosiny.

Przepraszam Was ze jestem tutaj tak żadko i prawie nic nie dodaje :( Mam bardzo malo czasu... Dzisaj mialam 4 kartkowki -,- Barfzo przepraszam, mam nadzieje ze mi wybaczycie :C W tej chwili pisze z telefonu, wiem przepraszam za bledy i brak polskich znakow xDDDD Len c: Ale jest 24 wiec wiecie... XD Dobra ja ide spac, szkola -.- C:

~Nelly

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział 12

Był piękny, ciepły poranek. Pogoda panująca na dworze była dzisiaj wyjątkowo dobra. Wiatr powiewał kolorowymi liśćmi leżącymi na ziemi, co miało przypominać, że zbliża się jesień. Szczęśliwa Violetta szykowała się na pierwszą randkę z jej nowym chłopakiem Leonem. Była zadowolona, że jej życiu pojawił się ktoś tak wspaniały. Odmienił jej życie. Zdecydowanie na lepsze. Założyła na siebie piękną turkusową sukienkę, oraz beżowe buty na koturnie. Całość przyozdobiła pamiątkowym naszyjnikiem jej mamy. Po wczorajszej rozmowie z Leonem umówili się już dzisiejszego dnia na spotkanie. 


~,~

Blondynka o imieniu Ludmiła siedziała przy pianinie w szkole i przygrywała melodię jej nowej piosenki. Ta czynność sprawiała, że czas leciał szybciej, podczas kiedy jej chłopak z którym była umówiona się spóźniał. 

Jak już mnie przytulasz
Nie boję się już
By kochać
Naprawdę !
Czytam to w twych oczach
Wierzę Ci !
Wierzę Ci!

Ten tekst wypływał z jej pięknych ust. Kiedy skończyła utwór, w drzwiach zawitał Federico.
-Spóźniłeś się...
-Wiem, przepraszam skarbie, to się więcej nie powtórzy. Obiecuję.
Powiedział i podszedł do Lu, po czym ucałował jej policzek. 
-No niech Ci będzie.-podarowała mu uśmiech, który on odwzajenił. 
-To się cieszę. 
-Może pójdziemy dzisiaj na randkę?-spytała Ludmiła. 
-Em... No... Wiesz, bo dzisiaj leci mój serial....
-Federico... Co za serial jest ważniejszy ode mnie.
-Ale to są teletubisie!!! 
-Federico... Czy ty mówisz serio?
-Jak najbardziej... Muszę się dowiedzieć czy Lala znajdzie swój tubisiowy krem!!!
-Z kim ja się zadaję...  
-Ze mną-powiedział po czym zaśmiał się, a Ludmiła uderzyła się ręką w czoło, dając mu znać, że robi z siebie debila. 
-Już wiem co robić jak nie będziesz chciał iść ze mną na zakupy.-wystawiła mu język. 
-Tylko nie to...-zrobił minę kota ze shreka, na co Lu parsknęła śmiechem. 
-Nie rób z siebie idioty, proszę Cię Fede.
-I Love You Too. 
-Już się nie popisuj. To że nauczyłeś się jednego zdania to nie znaczy, że znasz angielski-ponownie wystawiła mu język. 


~,~

Violetta zeszła na dół, po czym zjadła szybkie śniadanie i już miała wychodzić z domu jednak zatrzymała ją Alice. 
-Gdzie idziesz?
-Spotkać się z Leonem. 
-Violetta, możemy chwilę pogadać?
-Yhym. O co chodzi?-odrzekła milej niż ostatnio. 
-Powiedz mi. Dlaczego zachowujesz się w stosunku do mnie, tak... wiesz jak.
-Alice nie chcę o tym gadać. 
-Violetta, powiedz. 
-Na prawdę chcesz znać prawdę? Dobra. Prawda jest taka, że mnie zostawiłaś. Wyjeżdżając zostawiłaś mnie zupełnie samą ze wszystkim. Z tym całym okrutnym światem, ludźmi, którzy bez przerwy mi dokuczali, z wszystkimi problemami. Jak wyjechałaś wszystko zaczęło się psuć. Wszyscy postawili się przeciwko mnie i tylko czekali, aż popełnię jakiś błąd, żeby tylko mnie wysłać. W takich chwilach chciałam mieć kogoś do kogo mogłabym się przytulić, wypłakać w ramię. Kogoś kto y mnie wsparł, pocieszył. Ale nie. Ty po prostu sobie wyjechałaś. A teraz przepraszam, ale jestem umówiona. 
-Violetta... Ja... Nie sądziłam, że ty to tak odbierzesz... Nie chciałam sprawić Ci przykrości. 
-Ale sprawiłaś. Ale nie przejmuj się. Leon nauczył mnie, żeby nie żyć przeszłością.
-Violetta... 
-Cześć-powiedziała, po czym wyszła trzaskając drzwiami. 
Poszła w miejsce, w którym umówiła się z Leonem. Szła szybkim krokiem, ponieważ bała się, że się spóźni, a tego nie chciała. Nagle ktoś przejechał motorem obok niej wywołując jej imię. Odwróciła w zrok i ujrzała Leona. 
-Leon?-zapytała zdezroientowana. 
-Nie... Taylor Twift. Tak, Leon głuptasie.-powiedział, po czym zszedł z motoru i lekko musnął jej usta. 
-Co to jest?-powiedziała wskazując na maszynę.
-Motor. 
-I myślisz, że ja na to "coś" wsiądę?
-Tak. 
-To się mylisz-uśmiechnęła się ironicznie i wystawiła mu język. 

~*~

Ok.. Koniec xDDD
Nie piszę, bo nie mam co xd 
Stresa mam ;-;
Jutro próbny test szóstoklasisty ;-;
Ten rozdział został tylko ze względu na to xDD
Chciałam sobie powtórzyć opowiadanie, normalnie był by jutro xDD
Ciao ;3
~Nel






poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 11 Nie zawsze wszystko, układa się dobrze, ale chcę Cię uszczęśliwić.

 *dwa tygodnie później*

Przez dwa tygodnie sporo się zmieniło. Alice już pogodziła się ze śmiercią ojca. A stało się to dzięki Diego, z którym zaczęła spędzać bardzo dużo czasu. To on wyprowadził ją z depresji. Wytłumaczył jej, że German jest teraz szczęśliwy w niebie, tam na górze. Kiedyś każdy tam trafi i wszyscy razem się spotkają.

Violetta natomiast... Z nią było gorzej. Towarzystwo Leona dodawało jej otuchy, jednak nie zmieniało humoru. Cały czas siedziała zdołowana w swoim pokoju. Nie chodziła do szkoły, nie jadła... była wrakiem człowieka. Obwiniała się za śmierć ojca, chociaż wszyscy temu zaprzeczali. Leon nie odstępował jej na krok, był gotów zostać przy niej nawet w nocy, jednak inni uważali że powinien odpocząć. Dziewczynę bez przerwy prześladowały koszmary. Cały czas śniło jej się to nieprzyjemne wydarzenie... Budziła się w nocy z krzykiem i Clara, ich ciocia, która zamieszkała z nimi po śmierci Germana, musiała ją uspokajać. Clara była siostrą ich zmarłej matki, a ponieważ dziewczynki nie są jeszcze pełnoletnie, obiecała, że zajmie się nimi do czasu, aż osiągną wystarczający wiem, aby zamieszkać i żyć samodzielnie.

Jak zawsze po szkole do Violetty przyszedł szatyn o szmaragdowych oczach. Dzięki Alice znał już cały życiorys życia nastolatki i wiedział, że nie miała łatwego życia. Pragną być tym, który ją uszczęśliwi i sprawi, że zaufa ludziom, a przede wszystkim jemu. Wszedł do jej pokoju. Siedziała na beżowym parapecie przy dużym oknie, w które miała zatopione oczy, co było już codziennością. Jej wzrok wędrował po podwórku znajdującym się przed jej domem. Lekko oparła głowę o szybę i westchnęła.

Chłopak podszedł do parapetu i zajął kawałek wolnego miejsca obok dziewczyny. Lekko musnął jej policzek, po czym ujął jej dłoń.
-Jak się czujesz?-wypowiedział słowa skierowane do dziewczyny.
Nie dała odpowiedzi. Spojrzała na niego, a chwilę później ponownie na okno.
-Wiem... Nie jest Ci teraz łatwo, ale zrozum. Nie możesz się obwiniać.
-Ale to jest moja wina.-powiedziała cicho, ledwo słyszalnie, a z jej oka wypłynęła pojedyncza łza. Obwiniała się. Obwiniała się za wszystko, nie rozumiała, że to nie jest jej wina. On ułożył kciuk na jej policzku i szybkim ruchem starł "kroplę deszczu".
-Ależ Violetto... Zrozum. To nie jest twoja wina i nie powinnaś się obwiniać. Wiem. Jest Ci teraz bardzo ciężko. Ale gdyby twój ojciec żył, na pewno nie chciałby, abyś się za wszystko obwiniała.
-No właśnie. Gdyby żył, ale teraz ty zrozum. Jego już nie ma, nie będzie... Jestem sama...-odparła smutnym głosem. Chciała uświadomić mu, że ma rację, jednak nie poddawał się.
-Mylisz się Violetto. Może nie ma go na tym świecie, nie poczujesz już jego dotyku, ale to nie znaczy, że go nie ma. On cały czas jest z tobą, czuwa kiedy śpisz. Cierpi kiedy płaczesz, obwiniasz się. Przeżywa wszystko razem z tobą. Jest z tobą tu-wskazał na serce-jest i zawsze, już do końca życia będzie w twoim sercu. On bardzo Cię kocha i wierzę w to, że nie chciałby abyś cierpiała. Jest teraz bardzo szczęśliwy tam na górze. Jest tam z twoją mamą, swoją rodziną i kiedyś wszyscy tam trafimy. Wystarczy, że uwierzysz, a będzie Ci się śnił, lecz w tych dobrych snach. Będzie dawał Ci rady w trudnych chwilach... Będzie czuwał i pilnował, aby nikt Cię nie zranił.

Violetta popatrzyła na niego, po czym wtuliła się w jego ciepły tors. Lekko ucałował jej czubek jej głowy i objął silnymi ramionami.
-Dziękuję. Bardzo dziękuję. Dzięki tobie rozumiem, że świat może wcale nie jest taki zły. Tata byłby Ci wdzięczny... Dziękuję Leonie.-powiedziała, a kąciki jej ust, pierwszy raz  on dłuższego czasu powędrowały ku górze. On odwdzięczył jej się szczerym i szerokim uśmiechem.-Dlaczego jesteś taki szczęśliwy?-zaśmiała się cichutko.
-Kocham kiedy się uśmiechasz. Tak pięknie wtedy wyglądasz...
-Dlaczego ty jesteś dla mnie taki miły? Ja zawsze traktowałam Cię bardzo źle... Nie zasłużyłam na to, aby Cię poznać.
-Ponieważ... Ponieważ Cię kocham Violetto. Pragnę twojego uśmiechu i obecności, a cierpię kiedy płaczesz. Wtedy moje serce się kroi. Kiedy mnie odtrącasz, udajesz, że nie zauważasz jakaś część mnie umiera. I chociaż wiem, że los nie zawsze układa szczęśliwe scenariusze i tobie nie przypisał dobrego, to wierzę, że będziesz szczęśliwa. Ja chcę Cię uszczęśliwić. Chcę być barwami wypełniającymi twój ponury świat. Chcę być twój. Widzę, że czasem mnie odtrącasz. Widzę też jednak jeszcze jedno. Wiem, że ja też nie jestem Ci obojętny. Widzę jak na mnie patrzysz, jak masz iskry w oczach kiedy jestem przy tobie. Widzę wszytko...
-Masz rację Leonie... Ja także Cię kocham. I chociaż może czasem próbuję wmówić sobie, że jest inaczej, to jakaś część mojego serca pragnie Ciebie. Pragnie twojego towarzystwa, twojego głosu. Moje całe serce bije mocniej, kiedy przy mnie jesteś. Jak mnie przytulasz... Bije tylko i wyłącznie dla Ciebie. Na co dzień kiedy widzę Cię z inną dziewczyną jestem cholernie zazdrosna. Kiedy Cię przy mnie nie ma... płaczę. Pragnę być twoja. Tylko twoja. Pozwól mi być szczęśliwą. A będę nią tylko z tobą.-wyznała. Sama nie wierzyła w to, że wyznała mu swoje długo skrywane uczucia.

Leon nie odpowiedział, lecz zrobił coś czego dziewczyna się nie spodziewała. Podniósł Violettę i ułożysz na sowich kolanach po czym powolnym ruchem przybliżył się do niej i lekko musnął jej usta. To był jej pierwszy prawdziwy pocałunek.
-Nie zrań mnie.
-Nie śmiałym.


~*~

I'm sorry people. 
I had to give "Twilight" :) 
I Love It <3 
 Ok... 
Polish xd


Faza na angielski? Nie sądze xd 
Raczej na Zmierzch *.*
Bella i Edward *__*
Przepraszam xd

Ok, rozdział. 
Ocenę pozostawiam Wam. 
Macie tą Leonettę i się cieszcze. 
Coś jeszcze?
Chyba nie :P 

Pozdrawiam wszystkich którzy czytają to "coś". 
~Nel


niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 10

     Alice stała przed domem i żegnała się z Diego. Kiedy weszła do domu, widok który pojawił się w zasięgu jej wzroku bardzo nią wstrząsną. Na ziemi leżał jej nieprzytomny ojciec. Przez chwilę stała wstrząśnięta tym widokiem, lecz szybko się ogarnęła i kucnęła przy tacie. Lekko szturchnęła jego policzek i przyłożyła głowę do miejsca, w którym znajdowało się serce. Nic nie poczuła, nic nie usłyszała. Zaczęła panikować, a z jej oczu wypłynęły łzy. Podbiegła do stolika, na którym leżał telefon i nerwowo zaczęła wystukiwać numer na pogotowie.
 ~,~
 
    Smutna dziewczyna siedziała w szpitalu na krześle, które znajdowało się na korytarzu. Otaczało ją mnóstwo szarych ścian. Jej dusza w tej chwili była taka sama. Szara, bezbarwna. Czuła że jej życie traci jakikolwiek sens, lekarze ratowali życie jej ojca. Dowiedziała się, że był chory na raka, lecz nie leczył się ponieważ nie miał miał na to pieniędzy. Miał problemy finansowe? Nigdy nie musiał się nimi przejmować, więc czemu teraz tak było?
   Młoda dziewczyna co chwilę pytała się napotkanego lekarza czy coś wie, jednak wszyscy traktowali ją jak powietrze. Zrezygnowana usiadła i czekała aż ktoś sam ją o tym poinformuje. Po woli traciła nadzieję na lepsze jutro, traciła nadzieję na to że jeszcze wszystko będzie dobrze. Nagle z sali wyszedł lekarz. Dziewczyna szybko wstała ze smutkiem na twarzy.
-Przykro nam... Nie udało się nam uratować pani ojca.-powiedział bez emocji i wyszedł.
    Nastolatka usiadła na krześle i pogrążyła w rozpaczy. Z jej oczu leciało mnóstwo słonych łez. Schowała twarz w dłoniach, a otaczający ją wszechświat stał się nic nie znaczący. Kiedy jej tata nie żył, a siostra nie była tą siostrą co dawniej ona nie miała nikogo.
    Alice usiadła na kanapie już w swoim domu, a z jej oczu ponownie wypłynęły łzy rozpaczy. Nie przejmowała się już także tym, że jest wieczór a Violetty nadal nie było w domu. Zawsze miała szczęśliwe życie, ale musiała nad tym długo pracować, a kiedy wszystko było pięknie to wystarczyła jedna chwila, aby wszystko się zepsuło.

~,~

      Dziewczyna o imieniu Violetta weszła do domu i zdjęła z siebie płaszczyk. Nie świadoma niczego co wydarzyło się pod jej nieobecność udała się do pokoju.
-Siema, dlaczego ryczysz? Co, już jakiś chłopak cie wystawił?-zaśmiała się złośliwie w kierunku siostry.-Nie ma ojca? Fajnie, nie będzie się darł przynajmniej.
     Alice spojrzała na Violettę i zdenerwowana jej zachowaniem wstała. 
-Tak myślisz?!! To ciesz się! Więcej nie będziesz musiała słuchać jak krzyczy na Ciebie przez twoje szczeniackie zachowanie! Miał raka, ale także brak środków na leczenie! T-tata nie żyje, rozumiesz?!!-wykrzyczała, po czym rzuciła się na kanapę i wybuchła płaczem.-Nie jesteś tą moją siostrą... Przynajmniej nie tą, którą znałam...
      Do Violetty potrzebowała trochę czasu aby doszły do niej słowa siostry, jednak kiedy już dotarły coś jakby... coś jakby w niej pękło. Jakaś jej część znikła. Wybiegła z domu zostawiając Alice samą i także zaczęła płakać. Mimo tego wszystkiego co wydarzyło się w jej życiu ona bardzo kochała swojego ojca, chociaż nie okazywała mu tego. Myśl, że dzisiaj rano kiedy ostatni raz go zobaczyła pokłóciła się z nim wywołała u niej jeszcze większy płacz. Na dodatek czuła się winna śmierci ojca. On nie miał środków na leczenie tego świństwa, które go zabijało, a ona jeszcze brała on niego pieniądze. Violetta ze łzami w oczach biegła przed siebie nie zważając na ludzi i świat otaczający ją. Nagle zderzyła się z kimś. 
-Przepraszam-powiedziała nadal płacząc. Uniosła głowę, a postacią którą ujrzała był Leon. Kiedy ujrzała szatyna o pięknych oczach wtuliła się w niego, a on obją silnymi ramionami. 
-Co się stało Violetto?-spytał zmartwionym i pełnym troski głosem chłopak. 
-M-mój tata... On... On nie żyje...-powiedziała smutnym głosem. 
      On nic nie powiedział tylko mocno przytulił dziewczynę, po czym pocałował w czoło. 
-Wszytko będzie dobrze, zobaczysz. Będę przy tobie. 


~*~

Taki smutaśniutki :cc
Czekaliście tydzień, a beznadziejny ;-; 

No dobra nie gadam więcej, tylko powiem:
Bardzo, bardzo serdecznie (what the fuck?) zapraszam no bloga Caroli Ferro (kocham cię mordko moja <3). Założyła go dzisiaj, bo ją namówiłam :D Sama nie chciała bo uważa, że nie umie pisać, no co za... -_- 
Moja bliźniaczka c: Tylko, że ja nie umiem pisać, a ona tak c:
łupek, ze mnie. Jeszcze chwila i nie podałabym linka, co zaa... [CENZURA] xDD 
Eghemm... link :D  Wchodzić xD
PApa ;*** 
~Nell

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 9

    Drzwi się uchyliły a do pokoju Violetty weszła uśmiechnięta od ucha do ucha Alice. Cieszyła się, że pierwszy raz od kilku lat widzi swoją siostrę. Gdy Violetta ujrzała Al miała mieszane uczucia. Cieszyła się, że ją widzi, ale zarazem była nadal była na nią zła, że ją zostawiła. Wstała i podeszła do dziewczyny.
-Hej! Nawet nie wiesz jak tęskniłam!-powiedziała przytulając Violettę.-Ale się zmieniłaś!
-Czeeść-odpowiedziała bez uczuć.
-Nie cieszysz się?
-Noo... Cieszę, ale... Nieważne.
-No dobra, jak nie chce to nie mów. Gadaj co u Ciebie!-usiadła z uśmiechem na łóżku.
-Nic ciekawego.
-Violetta widzę, że coś się dzieje. Dlaczego jesteś na mnie zła?
-Nie ważne, jasne? Chciałabym pójść, możesz wyjść?-spytała rozwścieczona.
-Tak, już idę...-odparła i wyszła zrezygnowana.
   Alice zeszła na dół zdziwiona i podeszła do ojca.
-Co się z nią dzieje? Jest jakaś... inna.
-Od jakiegoś czasu tak się zachowuje. Nie wiem co się z nią dzieje.
-Ale jak zachowuje?
-Nie słucha mnie, wraca późno do domu, kiedyś nawet zastałem ją w domu jak była pijana...
-To nie jest Violetta, którą znałam... To nie ona. Trzeba coś zrobić.
-Jej się już nie da "naprawić" Alice... A teraz idź spać, jutro musisz iść do szkoły, prawda?
-Tak tato, dobranoc.-powiedziała, po czym ojciec pocałował ją w czoło.
-Dobranoc.

                                                                                   ~,~

     Violetta przebrała się i położyła na łóżku. 'Może trochę za ostro ją potraktowałam?'-pomyślała, jednak szybko wyrzuciła tę myśl z głowy. W końcu ona ją zraniła. Zasługuje na takie traktowanie. Przynajmniej Violetta tak myślała. Nie przyjęła do swojego umysłu tego, że to można by było rozwiązać w inny sposób, nikogo nie raniąc. Wzięła do ręki pamiętnik i zapisała najpotrzebniejsze wydarzenia, które działy się jej w ostatnich kilku dniach. Po skończeniu tej czynności zgasiła światło i zasnęła.
    Przebudzona i ubrana szatynka zeszła na dół. Zjadła śniadanie i zamierzała wyjść z domu, jednak zatrzymał ją niski głos mężczyzny.
-Alice z tobą pójdzie, oprowadzisz ją.
-Co?! Nie ma mowy.
-Dlaczego? To nie było pytanie Violetta, Alice idzie z tobą! Jasne?!
-Nie-odparła.-nie będziesz rozkazywał, jasne? Mam nadzieję.
    Po kolejnej kłótni z ojcem wyszła trzaskając drzwiami.
-To nie jest moja siostra...-odrzekła Alice.
-Moja córka też nie... Najwyraźniej ludzie się zmieniają.
-Ale nie aż tak.
-Zawieść cię do szkoły?
-Nie dziękuję, przejdę się sama.-powiedziała i wyszła.
   Idąc do szkoły zauważyła znajomą postać. Przyjrzała się dokładniej, aby stwierdzić czy jej przypuszczenia nie są błędne. Nie myliła się.
-Diego?-spytała.
   Chłopak odwrócił się i uśmiechną. Podszedł do dziewczyny i delikatnie przytulił.
-Hej Alice, kiedy wróciłaś?
-Wczoraj-odwzajemniła uśmiech.
-Fajnie! Gdzie będziesz się uczyć?
-W Studio On Beat. Chodziłam do tej samej szkoły w Stanach Zjednoczonych, a jak się dowiedziałam, że tu też jest to wróciłam-wyszczerzyła się.
-Ja też tam chodzę i Violetta też.-uśmiechnął się-Myślałem, że razem przyjdziecie.
-Ja też, ale... Nie wiem, jakoś dziwnie się zachowuje. To nie jest moja siostra... Teraz zrobiła się jakaś... arogancka.
-Violetta? Niee... Na pewno nie, to do niej nie pasuje.-stwierdził-Idziemy?
-Ehh... Wiem. Tak, jasne.
    Razem udali się do szkoły. Skończyli temat Violetty i zaczęli rozmawiać o jakichś bzdurach.

 ~,~

      Rozzłoszczona Włoszka czekała w sali muzycznej na Violettę. 
-Spóźnia się już 40 minut!-powiedziała sama do siebie.
      Mogła spodziewać się po dziewczynie, że tak będzie. Nie można na niej polegać. Francesca już po pierwszym dniu miała dość współpracy z Violettą.  
-Hej-powiedziała obojętnie Violetta, która wreszcie dotarła do Studia. 
-Spóźniłaś się!
-Zaledwie...-zawiesiła się na chwilę i spojrzała na zegarek w telefonie.-50 minut. Nic takiego. 
-Nic takiego?!! Ja ci już powiem... Ughh... Nieważne. 
-No widzisz? A teraz uspokój się bo nie chcemy żebyś coś rozwaliła w napadzie złości-zaśmiała się złośliwie. Zaczynamy wreszcie?
    Włoszka czuła, że zaraz nie wytrzyma i zrobi coś dziewczynie, jednak w ostatniej chwili się powstrzymała. Odpowiedziała tylko "tak", po czym zaczęły próbę. Co jakiś czas sprzeczały się, co do tego kto będzie śpiewał, którą zwrotkę, lub w na jaki rodzaj przerobią utwór. Violetta chciała, aby piosenka była w wersji rockowej, natomiast Francesca wolała, aby pozostać przy oryginale. Ich kłótnie nie miały końca. Zawsze było coś nowego. One chyba nigdy nie dojdą do porozumienia. Przynajmniej tak stwierdził by człowiek, który by je zobaczył. Kiedy zaczęły się lekcje dziewczyny musiały zakończyć próbę.
    Wszyscy uczniowie udali się do sali, gdzie miała odbyć się lekcja z Pablo. 
-Zanim zaczniemy lekcje, chciałbym przedstawić Wam nowego ucznia. To jest Alice. Przyjechała ze Stanów Zjednoczonych na wymianie uczniowskiej. Mam nadzieje, że miło ją powitacie.
-Co?! Co ona tu robi?!-pomyślała Violetta.-Ugh...
-Coś nie tak Violetto?-spytał Pablo.
-Nie. Wszystko dobrze. 
     Alice doszła do reszty uczniów i zaczęła z nimi rozmawiać. Już z samego początku zaprzyjaźniła się z Francescą. W porównaniu do jej siostry ona przypadła Włoszce do gustu. Od razu się dogadały. Pozostałe lekcje minęły spokojnie i szybko. 
    Alice po skończonych zajęciach razem z Diego udała się w kierunku jej domu. Znowu rozmawiali. Mieli wiele tematów, miło spędzało im się czas w swoim towarzystwie. Kiedy byli już pod domem Alice pożegnała się z brunetem i weszła do domu. To co tam zobaczyła mocno nią wstrząsnęło...

                                                                        ~*~


Haha i znów taki piękny moment xD
KAROLINA.... MASZ I SIĘ CIESZ!!!!XD
Ehh... Nawet nie wiecie co ja przeżywałam z tą niezdarą co z krzesła spada jak coś szokującego zobaczy xDDD 
No dobraa... Rozdziął jest.... beznadziejny xD 
Przepraszam, że kazałam Wam tyle czekać, ale zaczęła się szkoła co jest równoznaczne z brakiem czasu ;///
No dobra koniec o mnie XD
Muchas, muchas, mucham gracias chicos! 
Ponad 1000 wyświetleń <333
Kolejny rozdział, będzie pewnie... postaram się jutro :)
Ale nie obiecuję! xD
Pozdrawiam i całuję (bez skojarzeń xd)
~Nelly
 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 8

     *Dwa dni później*

        Przepiękna szatynka podążała do szkoły muzycznej. W jej głowie plątało się pełno myśli, wspomnień. Na jej twarzy pojawiał się promienny uśmiech, gdy wspomniała wspólne chwile z dzieciństwa. Kiedy jako jeszcze mała dziewczynka siedziała razem z mamą, tatą i siostrzyczką na dywanie wokół rozsypanych puzzli i razem starali się dopasować jedną część układanki do reszty. Chwile spędzone razem na placu zabaw, wspólne przygotowywanie obiadów. Okres dzieciństwa był dla niej najlepszym, ponieważ spędziła go w pełnej, szczęśliwej rodzinie. Dobrze wiedziała, że tamte chwile już nie wrócą. Już nigdy nie będzie w pełni szczęśliwa. Chociaż jej zachowanie w oczach innych mogło wróżyć, że dziewczyna jest bezduszną osobą, ona wcale taka nie była. Violetta bardzo tęskniła za swoją mamą, nie chciała przyjąć do wiadomości tego, że już nigdy nie wróci, że nigdy jej nie zobaczy...
       Z oka szatynki wypłynęła pojedyncza łza, którą od razu starła. Nie chciała by ktoś widział, że płacze, jednak czasami to było silniejsze od niej. Weszła do budynku przepełnionego ludźmi. Wszyscy tryskali radością, co jeszcze bardziej ją gnębiło. Rozejrzała się wokół swojej osi i podeszła do ławki znajdującej się w roku, po czym usiadła na niej. Jej wzrok powędrował na sylwetkę Leona. W jej oczach pojawiły się iskierki. W tym chłopaku było coś... coś niezwykłego co przyciągało go do niej. Może to te piękne oczy? A może charakter? Sama tego nie wiedziała.

***

      Przystojny nastolatek wszedł do budynku i od razu udał się do grupki przyjaciół stojących przed salą muzyczną. Przywitał się z nimi.
-Hej Leon-wykonali tę samą czynność.
      Do rozpoczęcia lekcji zostało jeszcze trochę czasu. Z początku wszyscy razem rozmawiali o różnych sprawach, lecz jakiś czas później Leon odłączył od nich, ponieważ w zasięgu jego wzroku pojawiła się przepiękna nastolatka, która skradła jego serce. Patrzył na nią z iskierkami w oczach i uśmiechem na twarzy, kochał się jej przyglądać. Mógłby nigdy nie przestawać. Czynność, którą aktualnie wykonywał sprawiła, że cały świat przestał się dla niego liczyć i żadne słowa wypowiedziane przez jego przyjaciół do niego nie docierały.
-Leon, a ty co o tym sądzisz?-kiedy usłyszał głos przyjaciółki Francesci, nagle ożył.
-Co?-zapytał zdezorientowany.
-Ehh... Słuchałeś nas w ogóle?-zapytała.
-Przepraszam, ja tylkoo... Przepraszam.
     Wzrok dziewczyny powędrował w miejsce, w którym przed chwilą Leon zatopił swój wzrok. Ujrzała nastolatkę, za którą zbytnio nie przepadała. Teraz już wszystko było dla niej jasne. Był zakochany.
-Ona Ci się podoba?
-No.... Może.... No dobra, tak podoba mi się...-odpowiedział speszony.
-Leon, przepraszam, że to mówię, ale to nie jest odpowiednia dziewczyna dla Ciebie, to jest jakiś bezduszny potwór, który owinie sobie Ciebie wokół palca, a potem zostawi. Daj sobie z nią spokój.
-Nie mów tak o niej, znasz ją?
-No nie, ale... Ty też jej nie znasz.
-No właśnie, tylko, że ja chce ją poznać.
-Leon... Pamiętaj, że Cię ostrzegałam.
     Chłopak odszedł od reszty. Myślał, że Francesca może mieć częściowo rację. On jej wcale nie zna i chociaż pragnie poznać, to ona nie chce, żeby to nastało. Miłość to przepiękne uczucie, jednak kiedy druga osoba nie oddaje twojego uczucia, czujesz się jakby twój cały świat się walił. Tak właśnie czuł się Leon. Pragnął przyjaźni Violetty, pragnął aby powierzyła mu swoje zaufanie, pragnął być kimś ważnym dla dziewczyny, a nie tylko zwykłym człowiekiem jak każdy inny istniejący na tym wielkim świecie. Pragnął po prostu miłości.Nie wierzył jak bardzo dziewczyna go zmieniła. Zawsze był wesoły, pogodny... A teraz? Teraz kiedy ona pojawiła się w jego życiu poczuł, że ma dla kogo żyć. Czasami jednak czuje się jakby nie miał sensu życia kiedy uświadamia sobie, że to tylko ona dla niego jest całym życiem, a on dla niej jest nikim.

***

    Oboje myśleli tylko o jednym. O sobie nawzajem. Chociaż Leon o tym nie wiedział Violetta także czuła coś do Leona. Wiedziała, że nie przyzna się do tego. Nie chciała się do tego przyznać nawet samej sobie. Zawsze zaprzeczała. On za to był pewny swoich uczuć. Oboje tak bardzo różni jednocześnie byli sobie tacy bliscy.
     Na zajęciach byli jakby nieprzytomni. Bo bo jak tu się skupić podczas kiedy osoba, w której jesteś zakochany siedzi zaledwie dwa miejsca dalej? Ocknęli się dopiero, gdy nauczyciel zwrócił im uwagę. Na lekcji z Pablo zostały ogłoszone składy grup wykonujących poszczególne piosenki.
  • Como Quieres - Violetta
  • Junto a Ti - Violetta, Francesca
  • Ven Con Nosotros - Chłopacy
  • Entre Dos Mundos - Leon 
  • Ti Credo - Francesca
  • Algo Se Enciende - Wszyscy
  • Esto no Puede Terminar - Wszyscy
  • Podemos -  Osoby, które będą grały głównych bohaterów
  • + układy taneczne
    Wszyscy byli zadowoleni. No może prawie wszyscy. Ani Francesca, ani Violetta nie miały powodu do radości z tego, że będą musiały spędzać więcej czasu razem. Nie było im to na rękę, ponieważ zbytnio za sobą nie przepadały. Po zajęciach Francesca podeszła do Violetty.
-Kiedy zaczynamy próby? Chce mieć to jak najszybciej z głowy.-prychnęła oschle.
-Jutro.
-A co jeśli jutro nie mam czasu, co?
-No nie wiem, powiedziałaś, że chcesz mieć to jak najszybciej z głowy-posłała jej ironiczny uśmiech.
-Masz być jutro o 6:30 przed zajęciami w szkole, masz być na czas.-powiedziała i odeszła.
-Masz być na czas-powtórzyła głośno przedrzeźniając Francescę Violetta.
-Słyszałam!-krzyknęła z końca sali.
-O to mi chodziło!
    Po skończonej rozmowie odeszła. Nie mogła w to uwierzyć. Dlaczego zawsze wszyscy oceniają jaka jest tak naprawdę jej nie znając?! Już kompletnie nie rozumiała ludzi otaczających ją na tym wielkim świecie. Wyszła ze szkoły i zaczęła podążać w stronę swojego domu. W jej głowie znów pojawiła się pewna postać o pięknych brązowych włosach i hipnotyzujących oczach. Za wszelką cenę próbowała wybić sobie z głowy chłopaka, jednak nie potrafiła. Za dużo dla niej znaczył. Powoli stawał się dla niej ważniejszy niż myślała. Ona jednak cały czas zaprzeczała. Nie wiedziała, że jej niezdecydowanie bardzo rani chłopaka. Gdyby tylko Leon posiadał moc czytania w myślach... Życie stało by się łatwiejsze. Wiedział by, że dla dziewczyny staje się powoli jak narkotyk. Chociaż chce przestać nie może.
    Otworzyła drzwi swojego domu i weszła do środka. W domu nie było nikogo. Była sama jak palec. Nawet Olga gdzieś wyszła, jednak nie przeszkadzało jej to. Już przyzwyczaiła się do przebywania w samotności. Zrzuciła z siebie torebkę i udała się do kuchni, w której wypiła szklankę soku pomarańczowego. Następnie zamknęła się w swoim pokoju i położyła na łóżku. Po jakimś czasie zasnęła.
    Otworzyła oczy. Jakimś dziwnym trafem miała na sobie inne ubrania niż te w których zasnęła. Teraz była to piękna błękitna asymetryczna sukienka sięgająca jej do kolan. Wstała i ujrzała jego. Stał w koszuli w kratę na parterze jej domu z bukietem kwiatów. Nie wiedziała co się dzieje, jednak przyjęła podarowane jej czerwone róże. Złapał jej rękę i razem wyszli na zewnątrz. Nie opierała się.
-Gdzie idziemy?-zapytała.
    Nic nie odpowiedział. Cisza która panowała pomiędzy nimi nie przeszkadzała jej. Szli przez park. Ciepły wiatr powiewał czerwonymi liśćmi, które spadły z drzewa. Panowała bardzo romantyczna atmosfera. Usiedli na pomalowanej białą farbą ławce. Promienie słońca lekko muskały twarze Leona i Violetty. Chłopak nadal nie puszczał dłoni dziewczyny, co jej nie przeszkadzało, wręcz podobało. Nagle ich wzrok zatrzymał się w jednym miejscu. Oboje nawzajem patrzyli sobie w oczy. Na ich twarzach pojawiły się promienne uśmiechy,  a dziewczyna najwyraźniej speszona całą sytuacją spuściła głowę. On ujął jej podbródek i uniósł ku górze. powolnym ruchem zbliżył swoje usta do warg dziewczyny i złożył na nich delikatny, lecz zarazem namiętny pocałunek.
     -Nie!-nastolatka otworzyła oczy i zerwała się z łóżka. Rozejrzała się po pokoju i stwierdziła, że to był tylko sen. 'Nie wystarczą Ci myśli? Do moich snów też musiałeś wtargnąć?!'-pomyślała. Nagle drzwi do jej pokoju się uchyliły...

~*~
Haha, ale skończyłam XD 
Nie martwcie się! To tylko sen! XD Ma się ten dar pocieszania ;D xd
Śmutno mi :cc Skończyły mi się dzisiaj ferie >.< 
Koszmar po prostu! Jeszcze tak na dobry początek koleżanka mi w szatki sok pomarańczowy na twarzy wylała, ehh... xDDD
Podobał Wam się odcinek Violetty? *.* 
Mi tak, tylko... biedna Fran, Vilu ;cc 
I Diego... Myśli, że Vilu się fochła :c
Co z tego, że gnojek niedobry z Lu knuje xDD I tak go loffaciam xD
Yo Amo Diego! <3
Teraz się Hiszpańskiego zachciało? xD
Pozdrooo ;***
~Nelly