sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 7

    Po przebudzeniu się i ubraniu zeszłam na śniadanie. Usiadłam przy stole i czekałam, aż Olga poda posiłek. Po chwili dosiadł się tata.
-Kiedy przyjeżdża?-spytała przerywając panującą ciszę.
-Jeszcze dokładnie nie wiem. W tym tygodniu. Odpowiesz mi wreszcie dlaczego się nie cieszysz?
-Yhym. Wiesz... Ja się cieszę, po prostu... tak jakoś-uśmiechnęłam się ironicznie.
Kiedy gosposia podała posiłek szybko go zjadłam i poszłam do szkoły. W budynku od razu podeszłam do Diego, po czym ucałowałam jego policzek.
-Hej-uśmiechnęłam się promiennie.
-Cześć Violu, co tam u Ciebie?-odwzajemnił uśmiech.
-Wiesz... Dobrze, tylko... Alice wraca.
-Tak?! To fajnie! Nie cieszysz się?
-No... Niby masz rację, fajnie, ale... nawet nie wiesz jak bardzo zraniła mnie tym kiedy wyjechała, byliście moimi najbliższymi osobami, a potem kiedy ty wyjechałeś została mi tylko ona. A kiedy oznajmiła, że także mnie zostawia, poczułam silny ból w sercu... Zostawiła mnie sama z wszystkimi problemami, samą ze wszystkim innym. Nie wiesz co się działo kiedy was nie było... Moje życie było i jest cięższe niż myślisz.
   Chłopak mocno mnie przytulił. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją staram.
-Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze-obdarzył mnie szczerym uśmiechem i razem poszliśmy na lekcje.
Leon

    Stałem na korytarzu i przyglądałem się Diego i Violettcie. Już wszystko jasne... Odepchnęła mnie wtedy, ponieważ jest z Diego, ślepy nie jestem. Przytulają się, cały czas rozmawiają, całują (w policzek xd)... Jestem idiotą, przecież to jasne, że taka wspaniała dziewczyna musi kogoś mieć. I to jeszcze tym kimś jest mój przyjaciel. A myślałem, że coś z tego wyjdzie. Na lekcjach nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem o dziewczynie, w której po uszy się zakochałem... Szkoda, że ona nie odwzajemnia mojego uczucia. Dlaczego ja zawszę muszę zakochiwać się w nieodpowiednich dziewczynach. Nigdy nie miałem szczęścia w miłości.
   Po zakończeniu zajęć podszedł do mnie Diego i razem poszliśmy na koktajl do pobliskiego baru. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy napoje.
-Jak Ci się układa z Violettą...?
-O czym ty mówisz?
-No przecież jesteście razem...-powiedziałem a on się zaśmiał. Nie rozumiem... Co w tym śmiesznego?
-My razem? Skąd na to wpadłeś? Violetta jest dla mnie jak siostra, a ja jak brat, nic więcej.
-Yhym...
-A co?-w tym momencie pożałowałem, że w ogóle zacząłem tą rozmowę. Mogłem spodziewać się takich pytań.-Podoba ci się?
-No wiesz... Nie... To znaczy, możee.... No dobra, troszeczkę.
-Uuuuuu... -zaśmiał się z uśmiechem na twarzy.-mogę z nią pogadać jak chcesz.
-Zwariowałeś? Do końca cię powaliło stary? Brałeś coś czy co?
-Ha-ha-ha. Nie, nie brałem. No ok, jak nie chcesz to się nie wtrącam.
-Dzięęki...
-Nie ma za co.-zaśmiał się.
    Nagle z mojego telefony zaczął wydobywać się dźwięk. Spojrzałem na ekran i zobaczyłem napis "mama". Odebrałem. Po skończeniu rozmowy pożegnałem się z Diego, ponieważ moja rodzicielka kazała mi wracać do domu.

Francesca  

   Szłam do jakiejś kawiarni, żeby napić się czegoś. Kiedy byłam już na miejscu zajęłam stolik i czekałam na kelnera. Nagle jakiś chłopak z koktajlem wpadł na mnie, więc napój, który jeszcze przed chwilą znajdował się w jego rękach wylądował prosto na mojej bluzce.
-Co ty robisz?!-zaczęłam na niego krzyczeć.
-O matko przepraszam, nie chciałem.
-A jednak -.-'
-Czekaj przyniosę Ci jakieś chusteczki.-powiedział i poszedł, jednak po chwili pojawił się z chusteczkami w rękach i podał mi je.
    Zaczęłam ścierać z siebie napój.
-Jeszcze raz przepraszam, to na prawdę nie było celowe. Jestem Marco.-oznajmił a ja cicho prychnęłam.-A ty zdradzisz swoje imię?
-Nie zasłużyłeś-uśmiechnęłam się ironicznie i wyszłam z baru.
    Wróciłam do swojego domu, gdzie od razu zmieniłam swoją górną część ubrania na czystą i usiadłam na fotelu włączając telewizor. Zaczęłam myśleć o tym całym Marco. Sama nie wiem czemu, coś mnie do niego ciągnęło, co nie podobało mi się. Raczej się z nim nie zaprzyjaźnię bo nie przypadł mi do gustu. Następnie moje myśli skupiły się na przedstawieniu, które miało być wystawiane. Zastanawiam się czy nie wziąć udziału w przesłuchaniach, w końcu mamy się przy tym dobrze bawić, prawda? To mnie nie martwi, bardziej zastanawia mnie ta cała Violetta. Nie przypadła mi do gustu, trzeba przyznać, że nie jest zbyt miła. Może i jej nie znam, ale widać, że owinęła sobie Diego wokół palca. Wszędzie chodzą razem, nie podoba mi się to. A na dodatek Leon cały czas się na nią gapi. Może jeszcze mi powiecie, że on się w niej zakochał, co? -.-' Wydaje się być typem dziewczyny, która rozkocha, narobi nadziei, a potem zostawi. Taka dawna Ludmiła.
    Kończąc myśleć o tej... nie wiem jak ją nazwać, postanowiłam pójść spać.

                                                                                            ~*~
No i mamy rozdział 7 XDD
-Podoba się?
-Nie!
xD Marcesca "jest", yuhuu ^-^ xDDD

Jak widać na razie Fran nie przepada za Violettą ^^ Kocham mieszać! :D
No to... Pozdrawiam ;*
~Nelly

2 komentarze:

  1. Nie ma to jak zarywać dla Was noc, żeby skończyć pisać rozdział xDDD
    Przy okazji napisałam OneShota, chcecie? c:
    Mój pierwszy więc jeśli coś to proszę o wyrozumiałość xD
    ~Nelly

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział i widzę, że
    wprowadziłaś Fran.
    Ten rozdział był jednym z najlepszych.
    Twój blog jest na moim obserwowaniu :*
    //Marliven

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Uśmiech na mojej twarzy = Szybciej dodany rozdział :)