niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 4



Violetta

Już prawie nasze wargi się stykały, jednak.. Nie! Nie powinnam tego robić! Po pierwsze to za szybko, po drugie... obiecałam coś sobie... Szybko oddaliłam się od Leona.
-Leon przepraszam, ale nie... Nie możemy być razem-powiedziałam. Chłopak posmutniał.
-Rozumiem, nie przejmuj się.-wymusił uśmiech.
-Sorry, ale muszę już iść... Jeszcze raz dzięki za pomoc-pożegnałam się.
-Nie ma za co... Odprowadzić cię?
-Emmm... Nie, poradzę sobie. Cześć.-odparłam i szybko oddaliłam się z miejsca. Kiedy byłam już jakiś kawałek od niego usłyszałam tylko ciche "cześć". Nie odwracałam się. To nie powinno się wydarzyć! Ughh... Zdałam do Studia, ale Leon... Lubię go... Nawet bardzo, ale nie chcę z nim być (chyba). Nie chcę znowu ryzykować i cierpieć. No dobra... Weź się w garść! Dawnej Violi nie ma, a zachowujesz się jak ona... Muszę się ogaranąć, to wszystko mnie przerasta. Chciałabym żeby moja mama przy mnie była, może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. W sumie prawie nic o niej nie wiem, znam tylko jej imię i wiem, że (tak samo jak ja) kochała muzykę, nic poza tym. Muszę zapytać potwor... taty czy ma po niej jakieś pamiątki.
Od razu gdy weszłam do domu, udałam się do gabinetu ojca (jak zwykle pracował...) Zapukałam. W tle usłyszałam ciche "proszę", więc weszłam do środka.
-O Violetta... Teraz raczyłaś zawitać w domu? Gdzie byłaś?-spytał zły ojciec.
-O co ci znowu chodzi?! Jakoś nigdy cię to nie interesowało...! Chciałam cię tylko o coś zapytać, ale widzę, że jak zwykle nie mogę liczyć na twoją pomoc.
-O co chodzi?
-Teraz to... Nieważne... Chciałam zapytać czy masz jakieś pamiątki po mamie. Zupełnie nic o niej nie wiem, a tak nie powinno być!
-Gdzieś powinien być jej pamiętnik, poszukam go.
-Mama prowadziła pamiętnik? Dzięki... -rzuciłam i poszłam do pokoju. W sumie ja też kiedyś myślałam nad założeniem pamiętnika... Ale zupełnie nie wiedziałam jak się za to zabrać i zrezygnowałam. Cała ja. W sumie mogłabym spróbować... Upodobniłabym się jakoś do mamy. Wyciągnęłam z szafki jakiś pusty zeszyt w kratkę. Do ręki wzięłam długopis.
Drogi pamiętniku...
Emmm... W sumie nie wiem jak zacząć... Może... Nazywam się Violetta i mam 16 lat. Mieszkam w Argentynie w Buenos-Aires z ojcem (czyt. tyranem). Moja matka umarła jak miałam 5 lat, w sumie wiem o niej tylko to jak się nazywała i jaką miała pasję. Kochała muzykę (tak samo jak ja). Moje życie NIGDY nie było łatwe, zresztą nadal nie jest. O życiu uczuciowym nie wspomnę... -.- Zawsze, ale to zawsze trafiałam na złych chłopaków i przyjaciół, więc postanowiłam, że to się zmieni. Na osoby na jakie wpadam nie wniknę, ale postanowiłam, obiecałam sobie, że już więcej nie będę nawiązywać kontaktów z ludźmi. Żyję we własnym świecie. Nawet z moim ojcem nie mam dobrych stosunków. Zawsze kłócimy się o pierdoły... Ale koniec o tym... Muszę się pochwalić... (tak pamiętnikowi...xd) ZDAŁAM DO STUDIA!!! Studio On Beat-prestiżowa szkoła muzyczna w Buenos-Aires. Super nie?! Nie udałoby mi się gdyby nie Leon. No właśnie... Leon... Obiecałam sobie, że się nie zakochuję, a jeszcze jakąś godzinę temu się z nim prawie całowałam! Może i jest piękny, miły, ma te cudowne brązowe oczy, jest szatynem (...), ale nic z tego nie będzie. Nie chcę znowu cierpieć. Cierpienie to stara cecha dawnej Violetty.
No właśnie! Jeszcze tylko dodam, że gadałam (czyt. przekrzykiwałam się) z tatą i powiedział, że poszuka mi pamiętnik mamy! Fajnie byłoby coś o niej wiedzieć... A teraz... Dobranoc ^^

Skończyłam notatkę, zamknęłam zeszyt i pomyślałam, że to na serio wciągające i fajne zajęcie. Usiadłam na łóżku, wzięłam do ręki jakąś książkę i zaczęłam ją czytać. Szybko się wciągnęłam, była bardzo ciekawa!


Leon

Wiedziałem... Mogłem się tego spodziewać, po prostu uciekła. Co ja sobie myślałem?! Byłem głupi! Wszystko spiepszyłem! Wiedząc, że ona nie odwzajemnia moich uczuć, ja chciałem ją pocałować. 'Mądrością powaliłeś debilu'-skarciłem siebie w myślach i wyszedłem ze Studia. Muszę przeprosić Violettę. Kocham ją, a jak na razie robię wszystko, żeby ją stracić. Zły na siebie szedłem w kierunku mojego domu. Po drodze natknąłem się na Marco.
-Hej stary, co tam?-spytał.
-Spoko, no w sumie nie, ale nie będę się zadręczać moimi problemami.
-Ok-cały Marco...-Idziesz na tor?
-W sumie nie mam nic do roboty, więc możemy iść.-odpowiedziałem. Motory były moją drugą pasją (zaraz po muzyce). Kiedy nie śpiewałem, bardzo lubiłem chodzić na tor. Kochałem ten wiart we włosach, tą adrenalinę przy każdym skoku, tricku.
Kiedy byliśmu już na miejscu, przebrałem się w mój kombinezon, w którym wyglądałem (jak zasze) nieziemsko. Przejechałem ręką po włosach ułożonyc na żelu i poszedłem po mój motor. Lara właśnie go naprawiała.
-Hej Lara.
-Cześć-odpowiedziała oschle. Ona tak zawsze.-zgaduję, że ty pojeździć, więc uprzedzam twoje pytanie. Możesz już brać motor.-uśmiechnęła się lekko. Puściłem jej oczko i wziąłem motor.
-Dzięki!-podziękowałem. Lara była mechanikiem, ale także moją przyjaciółką. TYLKO PRZYJACIÓŁKĄ. Nic więcej do niej nie czułem. Podszedłem do Marco, który również miał już na sobie kombinezon i motor koło siebie. Postanowiliśmy urządzić sobie wyścigi.
Ustawiliśmy się w odpowiednim miejscu i wsiedliśmy na motory. Zapaliliśmy silniki i na znak Lary zaczęliśmy wyścig. Pierwsze dwa okrążenia prowadził Marco. Tak nie może być! Ja tu jestem mistrzem! I tak, jestem bardzo skromny. Przycisnąłem gaz i podczas następnego okrążenia prowadziłem już ja. No i to ja rozumiem! Mój kumpel jechał zaraz za mną. Szykowaliśmy się do ostatniego okrążenia. Znowu docisnąłem gaz i przyśpieszyłem. Marco został kilka metrów za mną. Przekroczyłem metę i zszedłem z motoru.
-I kto tu jest najlepszy? Hmm?!-Wykrzyknąłem. Chwilę potem Marco także zsiadł z motoru i zaczął się ze mnie śmiać.
-Ja!-powiedział. Yhym, jaasne. A ja to troll jestem.
-Ciekawe jakim sposobem.-powiedziałem, a on wskazał palcem na ziemię i jeszcze bardziej zaczął się śmiać. Po chwili dołączyła do niego Lara. O co im chodzi? Wtedy spojrzałem w dół i zauważyłem, że ja oraz mój motor stoimy dosłownie niecały metr przed metą! Co za pech... Spojrzałem na Marco i Larę nabijających się ze mnie. Odwróciłem się, złożyłem ręce na klatce piersiowej i udawałem focha. Dobra, nie wytrzymam. Po chwili również dołączyłem do nich i zacząłem się śmiać. Ja to jednak debil jestem.





Federico

Spacerowałem z Ludmiłą po parku. Jesteśmy razem już dwa tygodnie, bardzo ją kocham. Pamiętam jak kiedyś była zarozumiałą i wpatrzoną w siebie divą. To dzięki mnie się zmieniła. Zawszę będę wspominał ten dzień, w którym wyznaliśmy sobie miłość... "Nie mogłem już dłużej czekać, więc podszedłem do niej. Ona z początku próbowała mnie od siebie odgonić, ale w końcu uległa. Powiedziałem jej co do niej czuję. Oba była bardzo zdziwiona, jednak po namyśle (dość dłuższym) wyznała mi, że ja także jej się podobam. Wtedy obiecała mi także, że się zmieni. Zmieni dla mnie, bo wtedy tylko ja byłem osobą, która ją tolerowała." Teraz Ludmiła przyjaźni się z całą naszą paczką. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.
-O czym myślisz?-spytała spoglądając na nasze złączone ręce.
-A tak się zastanawiam... Co by było gdybym Ciebie nie miał... Pewnie nic. Jesteś dla mnie wszystkim, więc, bez ciebie nie było by mnie.-spojrzałem jej w oczy.- bardzo cię kocham, wiesz?
-Wiem-powiedziała po czym złączyłem nasze usta w pocałunku.-Ja ciebie też.-powiedziała, kiedy już się od siebie oderwaliśmy. Trzymając się za ręce nadal spacerowaliśmy po uliczkach Buenos-Aires. Pomyślałem, że zabiorę ją w pewne miejsce. Kiedyś jak mi się nudziło to spędzałem tam dużo czasu. Pociągnąłem moją dziewczynę za rękę i udaliśmy się w przed chwilą wspomniane miejsce. Na początku pytała gdzie idziemy, ale po jakimś czasie uległa. Kiedy już prawie byliśmy na miejscu zasłoniłem jej oczy.
Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro budynku w którym obecnie się znajdowaliśmy, po czym wyszliśmy z niej. Odsłoniłem jej oczy. Staliśmy na balkonie, z którego rozchodził się widok na całe Buenos-Aires. Jest to piękne miejsce.
Lu przez jakiś czas nic nie mówiła, tylko stała i się rozglądała. Po jakimś czasie na jej twarzy zakwitł szeroki uśmiech, po czym wtuliła się we mnie.
-Dziękuję, tu jest przepięknie.-stwierdziła i lekko musnęła moje usta.
-Ciesze się, że ci się podoba.
-Skąd znasz to miejsce?
-Już sam nie pamiętam... Przychodziłem tu jeszcze z rodzicami jak byłem młodszy. Kiedyś był tutaj jeszcze bar.
-I nigdy wcześniej mnie tu nie zabrałeś?!-udała obrażoną. Ja się zaśmiałem.
-Też cię kocham-uśmiechnąłem się, po czym dziewczyna także zachichotała.
Stanęliśmy przy barierce, podziwiając piękno miasta, w którym od zawsze mieszkamy. Zawsze wiedzieliśmy, że to Buenos-Aires jest piękne, jednak stąd wygląda jeszcze lepiej.

Usiedliśmy na krzesłach, które zajmowały swoje miejsce obok stolika. Najwyraźniej właściciele zlikwidowanej już kawiarni, zostawili je tutaj. Gadaliśmy o różnych rzeczach, śmialiśmy się z głupot, a co jakiś czas się całowaliśmy. Kiedy na dworze zaczęło się ściemniać, stwierdziliśmy, że powinniśmy już wrócić. Z niechęcią wyszliśmy z budynku. Odprowadziłem wybrankę mojego serca do domu, po czym się pożegnaliśmy i wróciłem do swojego miejsca zamieszkania.

Kiedy byłem już na miejscu, była godzina 20. Udałem się do toalety, w której wziąłem krótki prysznic, przeprałem się w piżamę i położyłem spać. Po krótkim czasie odpłynąłem.




~*~

I kolejny bezsensowny rozdział... Tego się czytać nie da, za co Was bardzo, ale to bardzo przepraszam :P
Wprowadziłam Fedemiłe. Ta randka była bez sensu, ale ważne że jest xD
Za to dzisiaj Leonetty nie ma ^^
Nie mam pojęcia kiedy kolejny rozdział.
Zapewne jak napiszę XDD
I jeszcze nie wiem, ale chyba zacznę pisać w cz. teraźniejszym, w stylu:
"Wstaję z samego rana, po czym ubieram się i schodzę na śniadanie. Następnie udaję się do studia, gdzie (...)" Czytałam tak na jednym blogu i spodobało mi się :P Chyba, że wam to przeszkadza ;)
No dobra, nie rozpisuję się (i tak nie wiem, czy każdy czyta moje bazgroły pod rozdziałem xD) i tak nie mam co pisać.
Dodam tylko...
Pozdrawiam i do nexta <3 :*
xd
~Nelly

9 komentarzy:

  1. Wspnaniałe opowiadanie ;-) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Ciesze się, że Ci się podoba :*
      Rozdział 5 już kończę pisać, przepraszam, ze tak długo nie ma, ale miałam gości ;///
      ~Nelly

      Usuń
  2. Jak zwykle rozdział super wyszedł ^.^ a co do trgo pomysłu z pisaniem w czasie teraźniejszym to chyba dobry pomysł,nigdy tego nie widzialam więc fajnie by było gdybyś napisała taki jeden rozdział ,a później sie zobaczy co dalej :Da leonetty nie ma,co to ma być?;-; haha :D
    Czekam na nexta i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias amiga ;***
      Te Amoo <333
      Trololololo, me gusta :D
      ~Nelly

      Usuń
  3. Hej :) Super blog. Strasznie mi się spodobał i odwiedzam codziennie. Nie mogę doczekać sie kolejnego rozdziału i chciałabym wiedzieć kiedy będzie ;D
    Jak już jestem zapraszam na mojego nowego bloga http://leonetta-diegetta.blogspot.com/ ;)
    Myślę, że się spodoba :)
    Pozdrawiam ... ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję :)
      Na pewno wpadnę na twojego bloga <3
      Następny rozdział powinien być dzisiaj :)
      Już go kończę i przepraszam,że tak rzadko dodaję, ale nie mam czasu ;/
      Obiecuję poprawę! xD
      ~Nelly

      Usuń
    2. Świetny blog masz *-*
      ~Nelly

      Usuń
  4. KOLEJNY ROZDZIAŁ !!*.* wyszedł ci świetnie,bardzo mi sie podoba :3 Widzę że postanowiłaś wmieszać w swoje opowiadanie Diego.Cieszę się że u ciebie Diego nie nie jest np. mordercą,bo takie coś jest głupie :D Mogę mieć do ciebie jendą prośbę? Chcę śliczną scene z leonettą w następnym rozdziale <3 :D
    Mil besos :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie myślałaś, że zrobię z Diego mordercę?! Prędzej z Tomasa xDDDDD
      Marzenia niestety nie zawsze się spełniają :c XD
      Jajaja, gracias amiga c:
      ~Nelly

      Usuń

Komentarz = Uśmiech na mojej twarzy = Szybciej dodany rozdział :)